Lębork. Bezdomni na froncie pracy

July 17th, 2006

Rano noclegownia dla bezdomnych pustoszeje. Prawie każdy z 15 stałych gości lęborskiego przytułku wraz z letnią porą znalazł dorywczą pracę. Jedni na prywatnych budowach i tzw. fuchach, inni zbierają metalowe puszki, złom i makulaturę. Jeden z nich, plastyk z wykształcenia, zajął się wystrojem wnętrz w lęborskich domach.

Jeszcze kilka miesięcy temu noclegownia pękała w szwach. Noc spędzało tu prawie 25 bezdomnych, w tym okresowo kilku spoza Lęborka.

- Tak się zawsze dzieje, że wraz z ociepleniem coraz mniej bezdomnych pozostaje w noclegowni – mówi Bogumiła Borkowska, radna miejska, socjolog zajmująca się m.in. tematem wychodzenia z bezdomności. – Opuszczają ją, by wykonać zleconą robotę lub taką znaleźć, a za zarobione pieniądze coś sobie kupić. Uważam, że w tym środowisku wiele się zmieniło. Ludzie ci nie chcą pozostawać poza marginesem. Zatrudniający chwalą ich za pracowitość i rzetelność.

- Rzecz w tym, że taki pracodawca ma węża w kieszeni i najlepiej by było, gdybyśmy pracowali na przykład za paczkę papierosów – dodają bezdomni.

Stanąć na nogach nie pomoże im miasto, bo nie dysponuje lokalami socjalnymi.

- Marzy mi się choć malutki pokoik – zwierza się Janusz Socki, bezdomny plastyk.

- Mnie wystarczy, że zbieram tak zwane surowce wtórne, gdyż i tak nie spodziewam się, by coś na lepsze zmieniło się w moim życiu – zaznacza jeden z podopiecznych noclegowni. – Zanim te odpady trafią na wysypisko, wybieram aluminium i kartony.

Autor artykułu: zet

Lębork. Otrzymali certyfikat jakości edukacji

July 17th, 2006

Anglojęzyczne Społeczne Liceum Ogólnokształcące otrzymało za miniony rok szkolny Pomorski Certyfikat Jakości Edukacji „Szkoła uzyskuje wysokie efekty kształcenia”. Przedstawiciele szkoły odebrali go parę dni temu.

- Potwierdzeniem osiąganych sukcesów są wyniki tegorocznego egzaminu maturalnego – mówi Alina Szyjut, dyrektor placówki. – Wszyscy zdali. Przez cały cykl nauczania w ASLO uczniowie mogą korzystać z wielu możliwości, jakie im stwarzamy, by lepiej przygotowali się do matury.

- W ASLO program nastawiony jest na sukces – tłumaczy Janusz Miklaszewski z Lęborskiego Towarzystwa Oświatowego, organu prowadzącego ASLO. – Jest to mała placówka, dlatego można tu wprowadzać dodatkowe fakultety i poszerzać przedmioty programowe. Angielski na poziomie podstawowym wypadł w tym roku na 98 procent, a na poziomie rozszerzonym niewiele gorzej: 85.

Autor artykułu: ip

Łeba. Przystań Żywiec – warto było tam być

July 17th, 2006

Świetna zabawa, koncerty gwiazd oraz moc atrakcji i konkursów – to wszystko towarzyszyło Przystani Żywiec w Łebie. Od piątku do niedzieli impreza przyciągała na plażę zachodnią tłumy ludzi.

Już w piątek emocje sięgnęły zenitu. Listę przebojów Programu III Polskiego Radia prowadził na żywo Marek Niedźwiecki, rozdając swoim słuchaczom drobne upominki. Napięcie wciąż rosło. Chłopcy z Velo Trial Koszalin popisywali się sztuczkami akrobatycznymi na rowerach. Największy entuzjazm wzbudził jednak występ gwiazdy wieczoru – zespołu Sistars. Około dwugodzinny koncert rozgrzał łebską publikę do czerwoności.

Sobota to kolejny dzień zabawy. Wieczorem zagrał The Calog. Bracia Baryccy oraz Krzysiek Panas skutecznie bawili wciąż powiększający się tłum. Prawdziwie “kultowa” chwila nadeszła wraz z wejściem na scenę zespołu Kult. Znane utwory wzbudzały zachwyt roztańczonej i rozśpiewanej widowni. Kazik Staszewski najwidoczniej był zadowolony z takiego obrotu sprawy, ponieważ koncert trwał aż 2,5 godziny. Na nasze pytanie, czy żywo reagująca publiczność nie zamęczyła go i jego kolegów, odpowiedział z uśmiechem: “Tylko troszkę”.

Jedną z atrakcji były Mistrzostwa Świata w Kitesurfingu. Ślizgi i skoki na desce wprawiały w zachwyt zgromadzonych ludzi. Dla tych, którzy preferują aktywny wypoczynek, przygotowano Strefę Żywiec Action, czyli szereg rozrywek i ćwiczeń, takich jak aerobik, body art, zorbing i inne. Ci, którzy byli odważni, przy odrobinie szczęścia mogli zabłysnąć swoim talentem wokalnym na scenie. Żywsze rytmy serwował też DJ Noz.

- Przystań Żywiec kieruje się teraz do Świnoujścia (21- 23 lipca) – informuje Iza Klementowska, przedstawiciel organizatorów. – Tam również wystąpią gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Już dziś serdecznie zapraszamy.

Autor artykułu: JL

Ryzykował życiem, by ocalić mężczyznę

July 14th, 2006

Bohater to osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością dla innych ludzi. Osoby będące bohaterami często doczekują się poświęconych im dzieł literackich, opowieści w postaci legend, mitów czy epopei. Ryszard Zaborowski z Kościerskiej Huty niewątpliwie jest bohaterem w pełni tego słowa znaczeniu.
Nie doczeka się jednak wielkich dzieł na swój temat. On sam zapomniał już o tym co zrobił – uratował życie mężczyźnie. Kiedy inni odsuwali się ze strachu, on sam wyciągnął kierowcę z płonącego samochodu. Na szczęście znalazły się osoby, które doceniły jego zachowanie.

- Spałem, kiedy nagle obudził mnie silny huk – mówi pan Ryszard. – Byłem przekonany, że to złodzieje próbują ukraść samochód, dlatego natychmiast podbiegłem do okna. Wtedy też zauważyłem auto, które uderzyło w drzewo.
Samochód w jednej chwili zaczął płonąć. Mężczyzna zanim wybiegł z domu, zdążył wezwać pogotowie.
- Tutaj miało miejsce dziwne zdarzenie, ponieważ dzień wcześniej wyjąłem dużych rozmiarów gaśnicę, która w chwili gdy doszło do wypadku, znajdowała się właściwie pod ręką – relacjonuje bohater. – Zabrałem więc ją ze sobą. Kiedy przybiegłem, kierowcy uwięzionemu w samochodzie płonęły już nogi. Największy problem sprawiało otwarcie drzwi samochodu.
W tej chwili z pomocą ruszyło kilka innych osób, które również zatrzymały się w miejscu zdarzenia. Kiedy jednak udało się otworzyć drzwi, pozostali uciekli w obawie przed wybuchem auta.
- Nieprzytomnego kierowcę położyłem na sobie i wydostałem na zewnątrz – dodaje Ryszard Zaborowski. – Po chwili zjawiło się pogotowie.
Gdyby nie pan Ryszard z pewnością policyjne statystyki powiększyłyby się o kolejną ofiarę śmiertelną. Dlatego też kościerska policja wspólnie z władzami gminy Kościerzyna i Fundacją Bezpieczni w Ruchu Drogowym oficjalnie pogratulowała bohaterowi z Kościerskiej Huty.
- Chcielibyśmy w ten sposób wyrazić naszą wdzięczność za tak obywatelską postawę – mówi Waldemar Tkaczyk, wójt gm. Kościerzyna. – Takie działa trzeba niewątpliwie promować.

Autor artykułu: Edyta Łosińska

Plany dotyczące zagospodarowania terenu OSP

July 13th, 2006

Już od kilku tygodni trwają prace przy budowie nowego boksu przy budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Kłobuczynie. W nowym pomieszczeniu parkowany będzie samochód należący do OSP. Pomieszczenie, gdzie dotychczas stacjonował będzie przeznaczone na siłownię. Decyzja o takich zmianach w zagospodarowaniu pomieszczeń, była wynikiem jednego z zebrań członków Ochotniczej Straży Pożarnej. Rozmawiano wtedy o tym, że w Kłobuczynie potrzebne jest miejsce, gdzie młodzież będzie mogła się spotykać i aktywnie spędzać czas. Strażacy dla dobra miejscowej młodzieży zgodzili się udostępnić pomieszczenie. O budowie nowego boksu zadecydował wójt gminy Kościerzyna Waldemar Tkaczyk.

- Decyzją wójta nowy boks na samochód, wybudowany zostanie według standardów europejskich – informuje Mariola Lamkiewicz-Czechowska, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Kłobuczynie. – Środki na tę budowę pochodzą z Urzędu Gminy.
Stary boks zostanie wyremontowany przy pomocy środków z Pomorskiego Programu Odnowy Wsi, z którego Kłobuczyno korzysta już po raz trzeci.
- Dotacje z Urzędu Marszałkowskiego wynoszą 20 tys. zł, pozostałe środki pochodzą od sponsorów oraz partnerów – dodaje Mariola Lamkiewicz-Czechowska.
Celem Programu Odnowy Wsi jest integracja społeczności wiejskiej, dlatego też w pracach remontowych uczestniczą mieszkańcy wsi. Najaktywniejszą zaś grupą w tych pracach stanowią strażacy.

Autor artykułu: (kret)

Miejsca postojowe dla kajakarzy

July 13th, 2006

Wdzydzki Park Krajobrazowy chce przyciągać na swój teren jak najwięcej turystów. Nic dziwnego zatem, że co roku przygotowuje nowe atrakcje, które mają zachęcić do wypoczynku na tym obszarze.
W Schodnie i Loryńcu urządzono miejsca postojowe dla kajakarzy. Oprócz tego ustawiono tablice przyrodniczo-turystyczne.

- Dzięki temu turyści i mieszkańcy powiatu kościerskiego mogą dowiedzieć się wielu ciekawostek na temat życia rzeki i Jez. Schodno – mówi Andrzej Penk, dyrektor Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego. – Wypoczynek na terenie parku, w dolinie rzeki Wdy, jest jedną z największych atrakcji. Dla amatorów wody szczególnie atrakcyjne mogą być spływy kajakowe, które przebiegają rzeką Wdą. Szlak zaczyna się w Lipuszu, gdzie można wypożyczać sprzęt, następnie biegnie przez Schodno, Wdzydze aż do Borska. Trzeba przyznać, że rzeka jest łagodna, ale urokliwa, szczególnie w okolicach Kruglińca. Miejsca postojowe dla kajakarzy są niezbędne.
W Schodnie korzystają z nich nie tylko miłośnicy kajaków, ale też turyści wypoczywający na terenie Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego.

- Jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu w tym miejscu – mówi Barbara Sylka z Kościerzyny. – Przyjechaliśmy do Schodna, gdzie jeździmy już od siedmiu lat. Wyprawa jest dla nas prawdziwym obozem przetrwania. Uwielbiamy przebywanie wśród natury, z dala od cywilizacji. Okazuje się, że wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać, aby wspaniale wypocząć.
Dodatkową atrakcją jest także piesza ścieżka przyrodnicza dookoła Jeziora Schodno. Ma ona długość 8 kilometrów. Na trasie zauważalna jest działalność bobrów. Można podziać także pomnik przyrody, jakim jest okazały dąb.
- Osoby, które korzystają z miejsc postojowych, prosimy o zachowanie czystości na tym urokliwym, chronionym terenie – mówi Andrzej Penk.

Autor artykułu: Joanna Surażyńska j.surazynska@prasabalt.gda.pl

90. urodziny pierwszej kobiety profesor Politechniki Gdańskiej

July 8th, 2006

Dwieście, trzysta, a nawet czterysta lat! Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia – życzeniom nie było końca. Goście składali je prof. Wandzie Szczepule, pierwszej kobiecie profesor Politechniki Gdańskiej. Wczoraj seniorka obchodziła 90. urodziny.

Sto lat! Sto lat! – do rąk jubilatki trafiały coraz to nowe bukiety kwiatów. Jedna z pań wyjęła telefon. To dzwonił Janusz Rachoń, rektor PG. Wiózł właśnie medal jubileuszowy Politechniki Gdańskiej, przyznawany wybitnym osobowościom. Uśmiech nie opuszczał twarzy jubilatki ani przez moment. Gościł na niej stale już od dziecka. Urodziła się w austriackim Wolfsbergu jeszcze za panowania Franciszka Józefa. Nauka przychodziła jej z wielką łatwością, dlatego bez problemów dostała się na Politechnikę Lwowską, a dyplom zrobiła na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Stamtąd po wojnie przyjechała do Gdańska. Zaczęła wykładać mikrobiologię techniczną na PG.
- Była bardzo wymagająca, ale jeszcze bardziej serdeczna i pogodna – wspomina z rozrzewnieniem Renata Birtus, dawniej studentka, dziś przyjaciółka jubilatki. – Zawsze miała dla młodych czas i radę.
Studenci doceniali panią profesor. Na wykładach z mikrobiologii zawsze miała komplet słuchaczy. Zyskała też uznanie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wybrali ją jako eksperta i wysłali do dalekich Chin i Mongolii. Nie dość, że realizowała się zawodowo, potrafiła jeszcze znaleźć czas dla rodziny: męża i dwóch córek.
- Dała nam piękny życiowy start, światowe obycie i wykształcenie – wyznaje córka Hanka.
- Do dzisiaj dzwoni do mnie i komentuje sprawy polityczne i sytuację międzynarodową – wtrąca córka Barbara. – Ogląda wszystkie programy informacyjne i publicystyczne.
Dzisiaj ulubionym zajęciem Wandy jest brydż. Jak opowiadają jej przyjaciele, od lat ogrywa wszystkich.

Autor artykułu: Jakub Gilewicz

Czas na wyniki matury

July 8th, 2006

Międzynarodowi maturzyści już wiedzą, jak im poszedł egzamin. Ci, którzy zdawali polską maturę, dowiedzą się we wtorek.

Dla absolutnej pewności, że świadectwa dojrzałości dotrą na czas do wszystkich szkół Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Gdańsku wyśle je już w poniedziałek. Szkoły zapraszają uczniów po ich odbiór od wtorku.
Wyniki swojego egzaminu poznali już maturzyści międzynarodowi. Na Pomorzu ten wyjątkowo trudny egzamin prowadzony jest tylko w dwóch szkołach – w III LO w Gdańsku oraz w III LO w Gdyni. W sumie w obu szkołach do matury międzynarodowej przystąpiło 80 abiturientów.
W gdyńskiej trójce najlepszy wynik – 44 punktów (na 45 możliwych), uzyskała Marta Jakubanis. Najlepszy w Gdańskiu Maciej Gorgol dostał 42 punkty.
- I jedzie na studia za granicę – do Wielkiej Brytanii, zresztą jak niemal wszyscy nasi międzynarodowi maturzyści – mówi Alina Spychała z III LO w Gdańsku.
- U nas także większość z 45 maturzystów jedzie na zagraniczne studia – Wielka Brytania, USA, Holandia, Niemcy, Austria to najpopularniejsze kraje, w których będą się uczuć nasi abiturienci – dodaje Brygida Maciejewska, wicedyrektor III LO w Gdyni.

Autor artykułu: Anna Kisicka

Widzowie szaleją podczas festiwalu Heineken Open’er

July 8th, 2006

Sprawdziło się. Już po pierwszym dniu festiwalu Heineken Open’er w Gdyni można mówić o sukcesie tej imprezy. Na lotnisku w Gdyńskich Babich Dołach bawiło się około 30 tys. fanów muzyki alternatywnej.

Jest to pierwsza edycja festiwalu, odbywająca się w miejscu, które ma praktycznie nieograniczoną pojemność, niestety, jest położone daleko od centrum miasta. Fanom to nie przeszkadzało, wśród publiczności byli nawet Australijczycy, nie mówiąc o turystach ze wszystkich krajów ościennych. Open’er ma już ustaloną markę, a opiniotwórczy brytyjski magazyn “Q” typował go jako jedno z pięciu największych wydarzeń muzycznych tego lata w Europie.
Otwarcie na głównej scenie należało do Polaków, czyli Fisza i Emade z zaproszonymi gośćmi. Bracia Waglewscy nie rozczarowali, ale ich występ był zaledwie rozgrzewką przed koncertem Manu Chao, który został przyjęty entuzjastycznie. Katalończyk z Paryża niczym nie zaskoczył. zagrał charakterystyczną dla siebie miksturę rocka, reggae i muzyki latynoskiej, ale za to jak to zrobił! Praktycznie wszyscy beztrosko kołysali się w rytm przebojów legendarnego zespołu Mano Negra i tych z solowej kariery Chao. Publiczność nie chciała wypuścić go ze sceny, a kończący koncert “King Of The Bongo” zakończył się olbrzymią owacją. Dla następnego wykonawcy taki entuzjazm zawsze komplikuje sytuację i tak się stało w tym przypadku – występ słynnego hiphopowego producenta Pharella Williamsa był odebrany chłodno. To krzywdzi Amerykanina, który dał bardzo dobry koncert nowoczesnego i ambitnego hip-hopu. Niestety, zawsze muszą być zwycięzcy i przegrani.
Bezwzględny triumf odniósł zespół Placebo, który zamykał stawkę tego dnia. Potwierdziło się, że to rockowe trio ma po prostu kultowy status i świetnie sprawdza się na żywo. Wersje przebojów Placebo nie odbiegały specjalnie od tych znanych z płyt, ale zostały wykonane bardzo precyzyjnie i z wielkim “wykopem”. Brytyjska grupa potwierdziła, że należy do absolutnej elity współczesnego rocka. Jeśli kolejne dni udadzą się równie dobrze, będziemy tegoroczny festiwal pamiętać przez całe lata.

Ponad 30 tysięcy fanów na koncertach pierwszego dnia i o wiele więcej w piątek – zgromadzeni na festiwalu Heineken Open’er są zachwyceni imprezą.
Największy aplauz widzów wzbudził koncert amerykańskiego hip-hopowca Pharella Williamsa, a także Manu Chao. Niespodziewanie do czerwoności rozgrzał też widzów występ polskiej formacji Sofa, która zagrała na mniejszej scenie, w namiocie.
- Pharell był świetny – ekscytuje się Daria Grott z Bytomia. – Choć od jego koncertu minęło już wiele czasu, ciągle brzmią mi w uszach te dźwięki
- Dali prawdziwy popis – mówi o występie Manu Chao Arkadiusz Rymaszewski z Częstochowy. – Na takie imprezy naprawdę warto chodzić.
Widzowie oczekując wczoraj na drugi z wielkich koncertów organizowali sobie przeróżne rozrywki. Część osób ustawiła sobie na wielkim, festiwalowym placu prowizoryczne bramki i grała w piłkę, inni wybrali się ,w miasto”. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych – nieznośnego upału – zarówno podczas koncertów, jak i później, mało pracy mieli lekarze i sanitariusze, dyżurujący w punktach medycznych. Natłok widzów nie spowodował sytuacji krytycznych. Wśród publiczności zdarzyły się jedynie sporadyczne omdlenia i zasłabnięcia, nikomu jednak nic poważnego się nie stało.
- Tylko raz podczas omdlenia karetka musiała wyjeżdżać z terenu imprezy do szpitala – twierdzi Wojciech Gapiński, jeden z pracowników punktu medycznego.
Jak dotychczas festiwal nie przysporzył też pracy policjantom.
- Żadnych poważniejszych incydentów nam nie zgłaszano – mówi Donata Kozieniec, rzecznik gdyńskiej policji.
Tymczasem do Gdyni ściąga coraz więcej osób, aby uczestniczyć w ostatnim, kulminacyjnym dniu festiwalu. W miasteczku namiotowym wczoraj powoli zaczynało brakować miejsc. Mnóstwo festiwalowych gości w ogóle jednak nie śpi, po zakończeniu koncertów szukają wrażeń na plaży lub w centrum miasta. Tłok w festiwalowym miasteczku nie jest więc uciążliwy.
- Nie po to tutaj przyjechałem, aby spać – mówi Artur Czyżyk z Poznania. – Chcę się cały czas bawić. Na sen będę miał czas, jak wrócę do domu.
Publiczność odlicza już godziny do sobotniego, wielkiego występu takich sław, jak Roger Sanchez, Basement Jaxx, Kanye West i The Streets.
- Dzisiejszy koncert musi być niesamowity – twierdzi Karol Czajka z Warszawy.

Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski Szymon Szadurski

Adwokacko-lekarska afera korupcyjna

July 6th, 2006

Białostocka prokuratura chce, by podejrzani o korupcję i płatną protekcję adwokat z Gdańska i trzej lekarze z Gdyni trafili za kratki aresztu. Ostatecznie zdecyduje o tym sąd.

To poboczny wątek afery w pomorskim wymiarze sprawiedliwości. Główny obejmuje kilku sędziów, prokuratorów i innego adwokata. Niektórym już wcześniej postawiono zarzuty.
Adwokatem, który może trafić do celi, jest nestor gdańskiej palestry mec. Kazimierz K. – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Powód? Prawnik nie przyznaje się do winy i prokuratura obawia się, że będzie utrudniał śledztwo. Podobnie jak lekarze ze Szpitala Morskiego w Gdyni.
Drugi z podejrzanych adwokatów, mec. Marek P., przyznał się i – jak mówi Janusz Kordulski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku – “złożył obszerne wyjaśnienia”. Dlatego został potraktowany łagodniej – po wpłaceniu 30 tys. zł kaucji odzyskał wolność. Zabrano mu też paszport.
Cała piątka została zatrzymana przedwczoraj rano przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego z Gdańska.
Lekarze są podejrzani o przyjmowanie łapówek za przygotowanie fikcyjnej dokumentacji medycznej przebywającemu w więzieniu przestępcy (skazywano go za kradzieże samochodów i rozboje).
Dzięki profesjonalnie przygotowanym dokumentom medycznym (m.in. historii choroby, zaświadczeniom i wynikom badań), w latach 2000-2004 mężczyzna ten wychodził na wolność. Podczas jednej z takich przerw popełnił kolejne przestępstwo.
Zdaniem prokuratury, te fikcyjne diagnozy medyczne adwokaci Kazimierz K. i Marek P. przedstawiali w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. Fałszywie świadczyły, że skazany bandyta ma chorobę nowotworową. Najwyższa łapówka, jaką mieli przyjąć lekarze, to 40 tys. zł. Grozi im do 10 lat więzienia.
Mecenasom, którzy spreparowaną dokumentację mieli wykorzystać w sprawach postawiono zarzuty utrudniania postępowania karnego oraz powoływania się na wpływy w gdańskim sądzie. Za przestępstwo płatnej protekcji grozi im nawet 8 lat odsiadki.

Autor artykułu: Darek Janowski