Sprawdziło się. Już po pierwszym dniu festiwalu Heineken Open’er w Gdyni można mówić o sukcesie tej imprezy. Na lotnisku w Gdyńskich Babich Dołach bawiło się około 30 tys. fanów muzyki alternatywnej.
Jest to pierwsza edycja festiwalu, odbywająca się w miejscu, które ma praktycznie nieograniczoną pojemność, niestety, jest położone daleko od centrum miasta. Fanom to nie przeszkadzało, wśród publiczności byli nawet Australijczycy, nie mówiąc o turystach ze wszystkich krajów ościennych. Open’er ma już ustaloną markę, a opiniotwórczy brytyjski magazyn “Q” typował go jako jedno z pięciu największych wydarzeń muzycznych tego lata w Europie.
Otwarcie na głównej scenie należało do Polaków, czyli Fisza i Emade z zaproszonymi gośćmi. Bracia Waglewscy nie rozczarowali, ale ich występ był zaledwie rozgrzewką przed koncertem Manu Chao, który został przyjęty entuzjastycznie. Katalończyk z Paryża niczym nie zaskoczył. zagrał charakterystyczną dla siebie miksturę rocka, reggae i muzyki latynoskiej, ale za to jak to zrobił! Praktycznie wszyscy beztrosko kołysali się w rytm przebojów legendarnego zespołu Mano Negra i tych z solowej kariery Chao. Publiczność nie chciała wypuścić go ze sceny, a kończący koncert “King Of The Bongo” zakończył się olbrzymią owacją. Dla następnego wykonawcy taki entuzjazm zawsze komplikuje sytuację i tak się stało w tym przypadku – występ słynnego hiphopowego producenta Pharella Williamsa był odebrany chłodno. To krzywdzi Amerykanina, który dał bardzo dobry koncert nowoczesnego i ambitnego hip-hopu. Niestety, zawsze muszą być zwycięzcy i przegrani.
Bezwzględny triumf odniósł zespół Placebo, który zamykał stawkę tego dnia. Potwierdziło się, że to rockowe trio ma po prostu kultowy status i świetnie sprawdza się na żywo. Wersje przebojów Placebo nie odbiegały specjalnie od tych znanych z płyt, ale zostały wykonane bardzo precyzyjnie i z wielkim “wykopem”. Brytyjska grupa potwierdziła, że należy do absolutnej elity współczesnego rocka. Jeśli kolejne dni udadzą się równie dobrze, będziemy tegoroczny festiwal pamiętać przez całe lata.
Ponad 30 tysięcy fanów na koncertach pierwszego dnia i o wiele więcej w piątek – zgromadzeni na festiwalu Heineken Open’er są zachwyceni imprezą.
Największy aplauz widzów wzbudził koncert amerykańskiego hip-hopowca Pharella Williamsa, a także Manu Chao. Niespodziewanie do czerwoności rozgrzał też widzów występ polskiej formacji Sofa, która zagrała na mniejszej scenie, w namiocie.
- Pharell był świetny – ekscytuje się Daria Grott z Bytomia. – Choć od jego koncertu minęło już wiele czasu, ciągle brzmią mi w uszach te dźwięki
- Dali prawdziwy popis – mówi o występie Manu Chao Arkadiusz Rymaszewski z Częstochowy. – Na takie imprezy naprawdę warto chodzić.
Widzowie oczekując wczoraj na drugi z wielkich koncertów organizowali sobie przeróżne rozrywki. Część osób ustawiła sobie na wielkim, festiwalowym placu prowizoryczne bramki i grała w piłkę, inni wybrali się ,w miasto”. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych – nieznośnego upału – zarówno podczas koncertów, jak i później, mało pracy mieli lekarze i sanitariusze, dyżurujący w punktach medycznych. Natłok widzów nie spowodował sytuacji krytycznych. Wśród publiczności zdarzyły się jedynie sporadyczne omdlenia i zasłabnięcia, nikomu jednak nic poważnego się nie stało.
- Tylko raz podczas omdlenia karetka musiała wyjeżdżać z terenu imprezy do szpitala – twierdzi Wojciech Gapiński, jeden z pracowników punktu medycznego.
Jak dotychczas festiwal nie przysporzył też pracy policjantom.
- Żadnych poważniejszych incydentów nam nie zgłaszano – mówi Donata Kozieniec, rzecznik gdyńskiej policji.
Tymczasem do Gdyni ściąga coraz więcej osób, aby uczestniczyć w ostatnim, kulminacyjnym dniu festiwalu. W miasteczku namiotowym wczoraj powoli zaczynało brakować miejsc. Mnóstwo festiwalowych gości w ogóle jednak nie śpi, po zakończeniu koncertów szukają wrażeń na plaży lub w centrum miasta. Tłok w festiwalowym miasteczku nie jest więc uciążliwy.
- Nie po to tutaj przyjechałem, aby spać – mówi Artur Czyżyk z Poznania. – Chcę się cały czas bawić. Na sen będę miał czas, jak wrócę do domu.
Publiczność odlicza już godziny do sobotniego, wielkiego występu takich sław, jak Roger Sanchez, Basement Jaxx, Kanye West i The Streets.
- Dzisiejszy koncert musi być niesamowity – twierdzi Karol Czajka z Warszawy.
Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski Szymon Szadurski